Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 
About Me Member Critic Michal19/Male/Poland Recent Activity Deviant for 2 Years
Needs Premium Membership
Statistics 66 Deviations
930 Comments
3,120 Pageviews

O slepocie losu

Fri Jul 31, 2009, 2:59 AM
Rzecz, moi Drodzy, kuriozalna. W krótkiej historii przekonam was, że los bywa zmienny jak panienka w zalotach – raz słodki i wyrozumiały, innym razem cyniczny, prześmiewczy i nieobiektywny.
Materiałem badawczym w tej historii będzie dwóch zalotników losu – Misha i Piotr. Parafrazując:
Misha i Piotr na jednym mieszkali osiedlu
Piotr na górze a Misha na dole
Ten pierwszy spokojny, nie wadził nikomu
Misha najdziksze wymyślał swawole…

A odnosząc to do rzeczywistości, to Misha miał swoje, bardzo szczegółowo wypracowane podejście do przepisów prawa, których przestrzeganie nie było dla niego jednoznaczne z postepowaniem etycznym. W przeciwieństwie do Piotra. Ten wręcz obsesyjnie traktował każdy paragraf, z którym przyszło mu obcować. Tak dochodziło do sytuacji śmiesznych, dziwacznych, a czasem głupich i irytujących (szczególnie dla Mishy). Weźmy przechodzenie na pasach. Kiedy Piotr i Misha szli gdzieś razem, Misha przystawał przy sygnalizatorze, uważnie się rozglądał, czy żaden pojazd nie zagraża jego jestestwu i szybkim krokiem, wciąż obserwując jezdnię, wkraczał na terytorium Drugiej Strony Ulicy. Tymczasem Piotr swoim zachowaniem fantastycznie dowodził, że w szkolnych jasełkach mógłby z powodzeniem zagrać osła.
- Weź go opiernicz, zwyzywaj, wyśmiej, i tak będzie stał jak jełop czekając na zielone światełko” – komentował Misha. Według mnie, to za taki manewr może też dostać zielone papiery!
Jak możemy sobie wyobrazić, z tegoż powodu odbył się bezlik kłótni, których tematyka oscylowała tak na płaszczyźnie moralno-prawnej, jak i religijnej. Padały mocne i słabe argumenty, tak jak i mocne i słabe przekleństwa. Para z ust i nozdrzy – prawdziwa dyskusyjna corrida. Każdy był nieustepliwy. Problem trwał nierozwiązany, ale nauczyli się przyjaciele żyć z taką rozbieżnością zdań – jeden czekał na drugiego i milczał z wyrozumiałością rodzica, który spi z dzieckiem, bo ono boi się potwora z szafy.
Oczywiście Misha przyłapał Piotra kilkakrotnie na zachowaniu durnym i bezmyślnym w tej sytuacji i nie omieszkał go w związku z tym przypisać epitetami do pewnej grupy intelektualnej… Weźmy przykład nr 1 – stoją na przejściu. Środek dnia, ulica o średnim natężeniu ruchu, pogoda słoneczna z lekkim zachmurzeniem, ale widoczność dobra. Zapala się zielone światło, a zachowanie obydwu panów jest odmienne. Misha rozgląda się w poszukiwaniu rozpędzonego wariata i po chwili wchodzi na pasy. I nie może ukryć zdziwienia, kiedy widzi, gdyż jego przyjaciel wypruł jak strzała bezpośrednio po pojawieniu tzw. „striding man” w kolorze zielonym, just like Green Label. To po kiego grzyba stał na czerwonym?!
W sytuacji nr 2 doszło do jeszcze większego absurdu. Jest środek nocy, widoczność dobra, pogoda jak przystało na ciepły letni wieczór. Natężenie ruchu żadne. Chłopcy stoją na przejściu w niewielkiej podkrakowskiej mieścinie i jak na zbawienie czekają na kroczącego gentlemana. Niestety jak na złość długie chwile mijają, a ludzik z Red Label nadal szyderczo podszeptuje „keep standing”. Irytacja Mishy rośnie jak przyrodzenie pawiana w okresie godowym, podobnie zresztą frustracja i zażenowanie Piotra. Nic to! Kreatywność tego drugiego nie pozostała dłużna i podsunęła mu ten oto genialny pomysł. Po swojej lewej stronie, jakieś 20 metrów dalej, zobaczył drugie przejście, tym razem bez świateł. Popędził w tamtym kierunku i starym zwyczajem, bez patrzenia przebiegł po pasach. Dumny wrócił do Mishy, który jednak nie pozostawił na nim suchej nitki. Legalizm?
Druga sytuacja w której mógłbym wykazać różnice między Piotrem a Mishą to jazda komunikacją miejską. Rogaty Misha swobodnie pozwalał sobie na jazdę komunikacją miejską bez biletu. Oczywiście, że kupował kartę miesięczną, ale nie zawsze na wszystkie linie, więc czasem, siłą rzeczy, chcąc gdzieś dojechać, czasem innym tramwajem, czy autobusem, to… no wiecie… No czasem jechał na gapę. Nie często, nie rzadko – systematycznie można powiedzieć. Piotr, jak można sobie wyobrazić, nie szukał guza. Bilety miał zawsze w portfelu i choćby tylko jeden przystanek, to uczciwie wsuwał listek do kasownika. I nie było mocnych na gościa. Raz wracał z Mishą z basenu i wsiadając do ostatniego wieczornego autobusu odkrył, że jego portfel obnaża pustki zarówno w kwestii pieniędzy, jak o biletów. W strachu i spazmie dojechał do przystanku docelowego, na szczęście bez kontroli. Na drugi dzień pobiegł z rana do kiosku, kupił bilet ulgowy i ostentacyjnie go roztargał. I nie pomogło błaganie Mishy, by w charytatywnym geście, po chrześcijańsku oddał mu go w opiekę.
Mamy lipiec 2009 roku. Czas okrutnych rozliczeń losu. Misha wraca z pracy bez biletu. W zasadzie przechodzi samego siebie, bo już prawie miesiąc wcześniej zgubił nieważną już kartę KKM i nie pofatygował się, by wyrobić nową. W autobusie chłopak ma jakieś niepokojące przeczucie – nie jest zbyt silne i może je zwalczyć prozaicznym „zdaje mi się”. Jedzie dalej zmęczony wyjątkowo długą dniówką. Słuchawki na uszach skutecznie zagłuszają otoczenie i mężczyznę, który doniosłym głosem informuje - „ proszę przygotować bileciki do kontroli”. Zorientował się chwilę później, że to kanar, ale jego ignorancja kazała mu zbagatelizować gościa. Było ich dwóch – jeden zbliżał się zza jego pleców, drugi z końca autobusu. Obydwaj w jego stronę. Pierwszy zbliżył się ten, który zaszedł go od tyłu. KONFRONTACJA: Misha patrzy na niego wyzywająco, ściąga brwi w irytacji, jakby chciał powiedzieć „nie wyciągnę biletu do drugiej kontroli”. Nie ściąga też słuchawek. Wytrzymuje spojrzenie kontrolera biletów wystarczająco długo, by po tym z wyjątkową obojętnością obrócić głowę w stronę okna. Kanar – spojrzał, przyglądnął się niepewnie, odszedł. Nie przeszkadzało mu to, że technicznie było niemożliwością, by Misha, który siedział w środku autobusu, był sprawdzony przez drugiego kontrolera, który zaczynał sprawdzać od końca pojazdu. Wydawać by się mogło, że nasz główny bohater, czy bohaterka, sam już nie wiem – los, zadrwił sobie (jednak on) z poczucia elementarnej sprawiedliwości. Kiedy krnąbrny Misha powinien był dostać nauczkę, za wielokrotne okradanie instytucji MPK w Krakowie, Los zadecydował inaczej. Misha bez trudu, spokojnym krokiem udał się do drzwi i na przystanku wysiadł zadowolony ze swojego szczęścia. Jedyna niedogodność, która go spotkała, to opóźniony o 12 minut powrót do domu. Zasłużył sobie łobuz!
Lipiec trwa dalej, a Los nie przestaje figlować. Tego dnia Piotr jeździł na rowerze i jak zwykle w swej przezorności nie kusił tego, który mógłby przysporzyć mu kłopotów. Podjechał do przejścia podziemnego i kiedy zobaczył znak rower skreślony w czerwonym kółku zsiadł ze swojego wehikułu i grzecznie przespacerował na drugi koniec. Kiedy przejście wydało mu się być skończone, usadowił swoje praworządne pośladki na siodełku i ruszył z kopyta. Nie przejechał kilkunastu metrów, kiedy na drodze stanęli mu strażnicy miejscy mówiąc: „ Proszę się zatrzymać, w co pan tu sobie gra?”, „Na rowerze jadę” – odparł świecąc mu uśmiechem w twarz. Możecie mi uwierzyć albo nie, ale nasz sympatyczny Piotrek dostał prawdziwy mandat – za jazdę w przejściu podziemnym oczywiście. Bo to, że nad głową nie masz już stropu betonowego, wcale nie oznacza, że przejście się skończyło. To nadal był teren wymagający wzmożonego nadzoru służb miejskich, które są zmuszone są takich bezczelnych użytkowników ruchu drogowego, jak i chodnikowego sprowadzić do parteru zasłużoną karą.
Myślę jednak, że 50 złotych to nie zbyt wygórowana kwota za bardzo pouczającą lekcję o tym, gdzie jest tunel, a gdzie go nie ma. I pamiętajcie – Los to ślepa panna, do której nie trzeba się zalecać, żeby ją zaliczyć. Wystarczy obchodzić się z nią stanowczo i zaproponować coś mniej wyrafinowanego niż wizyta w teatrze, której ślepota nie sprzyja.

Misha

  • Mood: Affection
  • Listening to: Duke Ellington
  • Reading: "Efekt Lucyfera" P. Zimbardo
  • Watching: the newest collection in Zara
  • Playing: at my birthday party
  • Eating: powiekszony na big macu
  • Drinking: gintonic

deviantID

Devious Info

  • Current Residence: Kraków
  • Interests: politics,music,
  • Favourite movie: Lost in Translation
  • Favourite band or musician: Télépopmusik,Sting, MilesDavis,E.S.T.,DavidSylvian,JohnColtrane
  • Favourite genre of music: Jazz!,
  • Favourite poet or writer: E.Hemingway
  • Favourite style of art: FashionPhotography
  • Operating System: ViSTA
  • MP3 player of choice: iPod_80gb
  • Favourite game: Max_Payne.2
  • Favourite cartoon character: LoBo
  • Personal Quote: Uahahahaw
  • Tools of the Trade: pen, Sony A300,

deviantART Community Board

[x]

Comments


:iconcyrusaccarian:
Wódka. :iconalcoholplz:

--
If you're a Christian post this fish into your signature!
<+><
:icongavron01:
Mojito z mlekiem

--
On and on the rain will say
How fragile we are
<+><
:iconcyrusaccarian:
Lech z Neuroshimą.

--
If you're a Christian post this fish into your signature!
<+><
:icongavron01:
Beton świeży z jarzębiną

--
On and on the rain will say
How fragile we are
<+><
:iconbasziao:
Przypadkiem, przez fejsbuka trafiłam tu. I mam mieszane uczucia do obecnosci na jednym z pańskich zdjęć o czym nie miałam pojęcia.
hm hm?
:iconcyrusaccarian:
Dzięki Zenku.

--
If you're a Christian post this fish into your signature!
<+><
:icongavron01:
Przepraszam, czy mogę pomóc?

--
On and on the rain will say
How fragile we are
<+><
:iconcyrusaccarian:
:iconsnickerd00dle1::iconsnickerd00dle2::iconsnickerd00dle3:
:iconsnickerd00dle4::iconsnickerd00dle5::iconsnickerd00dle6:
:iconsnickerd00dle7::iconsnickerd00dle8::iconsnickerd00dle9:
:iconcookiemonsterplz:

--
If you're a Christian post this fish into your signature!
<+><
:icongavron01:
Ależ oczywiście, z rekomendacją na :iconpedobearplz:

--
On and on the rain will say
How fragile we are
<+><

Site Map